sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 15



Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy przez dłuższy czas, dopóki ja w końcu się nie odezwałam.
- Umm... no, ten.. to o czym chciałeś pogadać? - spytałam, wpatrując się w niego ze zniecierpliwieniem.
- To trudne... - przetarł twarz dłonią, ciężko wdychając powietrze. - no bo wiesz... - zaciął się, nie patrząc mi nawet w oczy.


- O co chodzi? - uniosłam pytająco brew, nie mogąc się nawet domyślić czego ma dotyczyć ta rozmowa. - to coś złego?
- Nie! chyba.. - odparł od razu, na co ja się zaśmiałam.
- No to mów w końcu - przewróciłam oczami, szturchając go w ramię bo wyglądał jak sztywna cegła.


- Może jednak nie... to głupie - przełknął ślinę, niespokojnie wiercąc się na swoim siedzeniu na co ja strasznie się zirytowałam i przez moment przemknęła mi myśl o tym, aby go stąd wyrzucić.


- No dawaj! Bo zaraz się zrzygam na twoją piękną koszulkę, której pewnie i tak nie będziesz mieć długo w posiadaniu - wyszczerzyłam do niego zęby, wzruszając ramionami.
- Myślisz że mi ją ukradniesz? - zaśmiał się z mojej miny - chyba trochę przyduża, kurduplu. 


- Po pierwsze, nie myślę tylko... 
- Wiem że nie myślisz - tym razem wybuchnął śmiechem, na co ja uderzyłam go z całej siły w piszczel.
- Kiedyś cię zabiję, zobaczysz... ja wiem że ci ją zabiorę i tylko stwierdzam fakty, a po drugie wcale nie jestem żadnym kurduplem. Mam prawie 170 ćwoku - skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej z oburzeniem.


- No właśnie, prawie - mruknął.
- Dobra, mów co miałeś mówić a nie...
- Może tak... - poprawił się na siedzeniu, kierując się na przeciwko mnie - Ymmm... Co byś zrobiła gdyby Niall się w tobie zakochał? - otworzył szeroko oczy, czekając z niecierpliwością na moją reakcję.


- Co? Niall? No way - zaśmiałam się, kręcąc głową na boki - ale to prawda?
- Nie... Chyba - uniósł delikatnie jeden kącik ust - no co byś zrobiła 
- Nie wiem, pewnie nie uwierzyłabym mu bo to raczej nie możliwe - wzruszyłam ramionami, marszcząc brwi - ale czemu mnie o to pytasz?
- Noo... Tak po prostu. Muszę mieć jakiś powód?
- No raczej - fuknęłam, wstając z miejsca i patrząc na niego jak na debila.
- Nie, dobra. Zapomnij o tym Viper - zaśmiał się.


- Okeeeej.... - zmierzyłam go wzrokiem - tylko po to przylazłeś? żeby zadać mi to idiotyczne pytanie?
- Taa.. Nie no możemy coś porobić - odparł nieśmiało.. albo mi się wydawało, bo on przecież nigdy nie jest nieśmiały. Raczej. 


Wzruszyłam ramionami kiwając głową w stronę drzwi.
- To chodź. Już mi się nie chce siedzieć w domu.
- Obudziłem cię tak w ogóle? Wyglądasz na zaspaną - spytał, otwierając przede mną drzwi.
- Ta.. jeszcze raz tak zrobisz to dostaniesz w pysk
- Uuuu... Boję się


______________________________________



Najkrótszy rozdział na śmiecie. Sorka.



Kocham

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 14




- KIM!!!! - nagle usłyszałam głos Hazzy, a wszyscy przenieśli wzrok w tamtą stronę, po chwili wybuchając niepohamowanym śmiechem. Z piasku wystawała tylko zbulwersowana głowa loczka.
- O-oł... - Wydusiłam pomiędzy salwami śmiechu. Tak, wystająca z piasku, krzycząca głowa jednego z tej wkurzającej piątki to zdecydowanie jedna z najśmieszniejszych rzeczy które widziałam.


- Dorwę cię ty amerykańska żmijo! - zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie zdawałam sobie jednak sprawy jak często te dwa słowa będą używane jako określenie mnie. Ani trochę.


A jednak. Zaczęło się właśnie od tego. Ta cała ksywa...


American viper


Dzięki Hazza. Masz czego chciałeś.



                              ~*~



- Nie wybaczę ci tego - odezwał się loczek, otrzepując z resztek piachu i patrząc na mnie morderczym wzrokiem.
- Też cię kocham - zachichotałam, cmokając ustami w jego stronę. 
- Wiedziałem! - Krzyknął wskazując na mnie palcem, a na jego twarzy nagle wyrósł uśmiech.
- Widzisz? Już mi wybaczyłeś - odparłam klepiąc go po ramieniu. 


- Nie prawda - skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, dumnie unosząc głowę w górę i odwracając ode mnie wzrok. Przewróciłam tylko oczami, skupiając się na drodze do auta. Nagle wpadłam na znakomity pomysł. 


Po co mam się męczyć jak ktoś może mnie ponieść? Podbiegłam do Nialla i skoczyłam mu na plecy, śmiejąc się już w trakcie biegu.
- Ej! Co ja jestem? Wielbłąd? - blondyn udał oburzonego, ale cały groźny wyraz twarzy zniszczył uśmiech poszerzający się z każdą sekundą udawania.


- Tak, mój wielbłądek - przytuliłam twarz do jego karku i oplotłam nogi wokół jego talii.
- Awww... - przeciągnął, pozwalając mi wygodnie rozłożyć się na jego plecach.


- Będą z tego dzieci, ja wam mówię - skomentowała to Am, na co ja popatrzyłam się na nią jak na debila i postukałam się po czole.
- Jasne...


- Cicho tam American Viper. My cieszylibyśmy się z bycia wujkami, nie chłopaki? - odparł Harry.
- Nawet tego nie skomentuję



                                ~*~



- Nie pchaj się Tomlinson - fuknęłam z irytacją kiedy ten w tym samym czasie co ja postanowił wyjść z auta co spowodowało zatkanie się całkowicie wejścia. - No... patrz, co... zrobiłeś - wysyczałam przez zęby, próbując się wyszarpać. Na szczęście, udało mi się to zrobić. W innym przypadku pewnie umarlibyśmy w tej pozycji, a mi nie uśmiecha się umieranie z tym pedałem u boku. 


Pomyślałam, wyobrażając sobie dwa kościotrupy siedzące w progu drzwi do samochodu, zarośnięte pajęczyną, a w tle odgłosy świerszczy. Ej, czy ja jestem normalna? 


- Nie sądzę - odparła z całkowitą powagą Watson, a reszta popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem i zdekoncentrowaniem w tym samym momencie. Czekaj, wróć. Czy ja to powiedziałam na głos? Ups. Przynajmniej tylko to ostatnie zdanie. Wzruszyłam ramionami, sztucznie się uśmiechając.


- Whatever - parsknęłam śmiechem i dopiero wtedy zorientowałam się że wszyscy już wysiedli z auta. - No to, ummmmmmmmmm... Cześć? - uniosłam powoli rękę, niezręcznie nią machając.
- Co to za pożegnanie? - blondyn uniósł pytająco brew, a po chwili parsknął śmiechem i podszedł do mnie, obejmując ramionami, na co na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 


Kątem oka zobaczyłam jak Am z Zaynem robią coś dziwnego, bardzo skomlikowanego ze swoimi rękami, na końcu machając palcami i chichotając pod nosem. Łat da fak? To ich jakieś nowe przywitanie czy tam pożegnanie... Bóg wie co to jest? Zmarszczyłam brwi, ale machnęłam ręką bo i tak nie umiałabym się tego nauczyć.


- Pa, Liam - uśmiechnęłam się pod nosem, obejmując go lekko jedną ręką.
- Do zobaczenia - odwzajemnił uśmiech.


- No to cześć, Kim - odparł Harry na co ja tylko mruknęłam coś pod nosem, nawet nie patrząc na Tomlinsona, odwracając się i idąc w stronę mojego domu. No co? Nie chce mi się tam sterczeć i żegrać z wszystkimi po pół godziny.


- Ej! Czekaj! - wrzasnęła Am, biegnąc za mną i po drodze machając jeszcze chłopakom.



                               ~*~



Już same opadały mi się powieki. Ledwo widziałam ekran telewizora przed sobą. Naciągnęłam na siebie mój mięciutki kocyk i w końcu pozwoliłam oczom całkowicie się zamknąć. Myślałam że zrobię sobie taką godzinną drzemkę bo było dopiero około dziewiętnastej. Aż uśmiechnęłam się na tą przepiękną myśl. Niestety, uśmiech na mojej twarzy nie utrzymał się na długo bowiem usłyszałam pukanie do drzwi. 


No chyba sobie żartujesz człowieczku. Westchnęłam z irytacją podnosząc się do pozycji siedzącej i z niechęcią przecierając zasypane oczy, po czym ledwo wstałam i skierowaliśmy swoje kroki w stronę przedpokoju już któryś raz słysząc wkurzający dzwonek.
- Idę no! - fuknęłam otwierając drewniane pudło i podnosząc wzrok na osobę stojącą na przeciwko mnie. - Oh, to ty Zayn


- Hej - uśmiechnął się krzywo.
- Co cię do mnie sprowadza? - spytałam, unosząc pytająco brew.
- Chciałem pogadać - westchnął, wwiercając we mnie swój wzrok i podciągając rękawy bluzy do góry, tak że mogłam zobaczyć te zapierające dech w piersiach arcydzieła.


- Jasne, wchodź







_________________________________________________________________________________



Macie ciekawy koniec 👌


Kocham



niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 13




- Zasłoń mnie debilu - Wysyczałam przez zęby ciągnąc go za ramię i wysuwając głowę zza jego ogromnego cielska... Dobra, nie takiego znowu ogromnego.
- Czemu się przed nim chowasz? - uniósł do góry jedną brew w niezrozumieniu.
- Bo jest moim byłym?! Nie chcę go spotkać - Przewróciłam oczami, wciąż nie spuszczając wzroku z ciemnego bruneta, który był coraz bliżej - ten zjeb jest chyba gorszy niż ty - warknęłam, z paniką szarpiąc go na wszystkie strony.


- Przestań - zaczął się histerycznie śmiać.
- To mi pomóż - pisnęłam, nie mogąc ustać w miejscu, na co on objął mnie, tym samym wciskając moją twarz w jego ramię - Ała, Tomlinson miażdżysz mi nos.
- Ciii... - prychnęłam zrezygnowana, oplatając go ramionami w pasie. 
- Poszedł już? - spytałam zniecierpliwiona. 


- Tak jakby
- No tak czy nie? - przewróciłam oczami.
- Noo .. - przeciągnął ostatnią literę ze smutkiem, niechętnie mnie puszczając. 
- To dobrze.. Wiesz co to za debil? Nie wiem jak mogłam z nim w ogóle być. Przelizał się z Amy Donnavan na moich oczach.


- No to niezły z niego... zaraz.. Co?! Z Amy Zdzirą Donnavan?! - wytrzeszczył oczy ze zdziwienia, po chwili zaczynając się śmiać.
- Znasz ją? - na mojej twarzy powoli wyrastał uśmieszek.
- Taa, przecież ona kiedyś mieszkała w Londynie. Wiem że się tu przeprowadziła. Już gorszej lasi nie mógł chyba wybrać. Tona tapety na ryju a pod spodem jeszcze gorzej. Kiedyś wylałem drinka na jej kieckę od Chanel. Specjalnie - odparł, nie przestawając podśmiewywać się pod nosem.


- Seryjnie?!  Ale miazga, piona! - moje usta utworzyły literę 'o', a ja zaczęłam z podziwem kiwać głową, wyciągając rękę do przodu.
- No! Ale i tak nic nie przebije tych numerów które wy nam wykręciłyście! - parsknął, szturchając mnie w ramię.
- Nie bij mnie kosmito - nagle przybrałam wkurzony wyraz twarzy, kopiąc go jak najmocniej w nogę.


- Ała!! Ty szmulo! - warknął, a już po chwili ludzie naokoło zyskali nową atrakcję jaką była dwójka zdesperowanych ludzi, ganiających się po całej plaży z wkurzonymi minami, które co jak co ale dla nich wyglądały niesamowicie śmiesznie.



                          * Amy's POV *



- Zaraz cię dorwę niedojebany frajerze! - usłyszałam nagle piskliwy głos Kimmie, który przykuł moją uwagę. Zsunęłam lekko okulary z nosa, podnosząc się do pozycji siedzącej i wzrokiem zaczęłam szukać tej brąz czupryny z rosnącym uśmieszkiem na twarzy. 


Ahh... no tak poszła z Tomlinsonem. To nie mogło się dobrze skończyć. Wybuchnęłam głośnym śmiechem kiedy znalazłam tych orangutanów. Trudno nie było, w końcu biegają po całej plaży, a wszyscy mają z nich beke. Jezu, ale siara. Czy oni nie mogą zachowywać się przyzwoicie nawet w miejscu publicznym? 


W sumie to mogliśmy się tego spodziewać. To w końcu Kim i Louis. Niby mówią że kto się czubi ten się lubi. Oby tak było i w tym przypadku.
- Ej, ej, ej! Cioty, nie róbcie siary! - Wrzasnęłam na tyle głośno, żeby wzrok wszystkich przeniósł się właśnie na mnie. A mogłam udawać że ich nie znam... No nic.


Nie przestając się śmiać, zobaczyłam że to jednak pomogło i oboje stanęli w miejscu ze skrzyżowanymi na piersiach rękami przez chwilę patrząc na mnie, a potem prychając lekceważąco. Kimmie zmierzyła w moją stronę, a Tommo poszedł do wody. No i dobrze.


- Wiecie co? Może idziemy już popływać? Kim chyba jest wkurwiona - z uśmiechem popatrzyłam na resztę, unosząc do brew do góry.
- Tak, to chyba jest dobry pomysł - odparł Liam, a wszyscy go poparli, podnosząc tyłki i idąc w stronę wody. Wszyscy oprócz Hazzy. On chyba zasnął. Pech, najwyżej się spali. Wzruszyłam ramionami, wstając i kierując swoje kroki za chłopakami.


Mijając się z Kimmie, mrugnęłam do niej okiem i poklepałam po ramieniu, z ogromnym bananem na ryju.
- Pfff... - fuknęła, zatrzymując się na sekundę i zmierzając mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Też cię kocham 



                    * Kim's POV *



Podparłam się na moim ręczniczku z irytacją patrząc na śmiejącą się bandę ufoludów. Więc zostałam sama? Westchnęłam oglądając się w kółko. Wtedy spostrzegłam loczka śpiącego w najlepsze po mojej lewej. 

Od razu poprawił mi się humor a na mojej twarzy pojawił się chytry uśmiech. Na chwilę popatrzyłam znowu na resztę bandy która pluskała się w wodzie, w ogóle nie zwracając uwagi co się dzieje na piaszczystym terenie, a już na pewno nie patrząc w moją stronę. No i dobrze.


 Powoli wstałam, podchodząc do Harrego idioty Stylesa i wysypałam na niego garść pisku, nie będąc pewną czy się przypadkiem nie obudzi. To by była porażka. Na szczęście ten nawet nie drgnął.


  
                          ~*~



- Siema ludzie! - wrzasnęłam, uśmiechając się szeroko i wchodząc do wody. Wszyscy przenieśli na mnie wzrok, ze zdumieniem patrząc na moją nadmierną radość.
- Co znowu beze mnie zrobiłaś kaszalocie? - Amy założyła ręce na piersiach z ogromnym chytrym uśmiechem podobnym do mojego.


- No właśnie, co zrobiłaś? - spytał Niall, unosząc pytająco brew.
- Nic - odpowiedziałam wzruszając ramionami.
- KIM!!!! - nagle usłyszałam głos Hazzy, a wszyscy przenieśli wzrok w tamtą stronę, po chwili wybuchając niepohamowanym śmiechem. Z piasku wystawała tylko zbulwersowana głowa loczka.
- O-oł... - Wydusiłam pomiędzy salwami śmiechu. Tak, wystająca z piasku, krzycząca głowa jednego z tej wkurzającej piątki to zdecydowanie jedna z najśmieszniejszych rzeczy które widziałam.



_________________________________________________________________________________






Hejka kochani!
 Dawno nic nie wstawiałam, no ale macie. Przepraszam że musieliście tak długo czekać. 😭 


Spóźnione, ale i tak chciałabym podziękować wszystkim którzy głosowali wtedy na mojego bloga w konkursie. Został blogiem miesiąca listopad i zajął 7 miejsce w kategorii bloga roku. Bardzo wam za to dziękuję. 


Kocham was 💕




piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 12




Horan i jego Horanowe pomysły dzięki którym siedzę teraz w ich aucie, pomiędzy Louisem jebanym Tomlinsonem a prawie osikaną z podekscytowania i wyjącą do piosenek z radia Amy wkurwiającą mnie w tym momencie Watson. Wspaniale.


- Hej bejbi iwyn noł aj hejcia a łony low ja! Aj łonć ju u u! - warknęłam tylko gdy zaczęła "śpiewać" piosenkę Ariany Grande. Nie to że jej nie lubię, albo coś ale nie bardzo cieszy mnie siedzenie w tym samochodzie wariatów jeszcze przez następne pięć minut. - Hed in dy klałs gat noł łejt on maj szolder aj szud bi łajser end rilajs dat ajw gat! - w tym momencie szybko zatkałam uszy, nie chcąc by moje bębenki słuchowe zostały wypiszczone i pękły. - Łan les problem łidałć u aj gary łan les problem łidałću aj gary...


- Garem to ja ci zaraz przypierdole. A najlepiej patelnią - bąknęłam, podśmiewując się pod nosem.
- Łan les łan les problem! - chyba nie usłyszała.
- Nie wierć się Tomlinson! - szturchnęłam go ramieniem z irytacją.
- No co? Tu jest niewygodnie - jęknął zrozpaczony. - Daleko jeszcze? - spytał Nialla który prowadził.


- Tak właściwie to już jesteśmy - parsknął śmiechem, a samochód się zatrzymał.
- No nareszcie - westchnęłam z ulgą, odpinając pas i wypychając Amy gdy tylko otworzyła drzwi. Ta upadła na ziemię, a ja zaczęłam się z niej śmieć.
- Ty suczo! - Wrzasnęła, a ja poczułam szarpnięcie gdzieś z tyłu, a po chwili już leżałam na Amy i czułam czyjeś przyrodzenie na plecach.


- Złaź ze mnie Tomlinson!! - Zaczęłam krzyczeć, kopiąc go w łydki.
- Kanapka!! - usłyszałam tylko głos blondyna zanim zostałam całkowicie i oficjalnie zgnieciona. Fuknęłam tylko, prostując ręce przed sobą i wyciągając twarz z włosów mojej przyjaciółki.
- Dobra, wystarczy! Złazić ze mnie. Wszyscy - powiedziała Am, wiercąc się pode mną. - wbijają mi się jakieś kamyki w twarz 


Najpierw zszedł Zayn, bo on był na górze. Potem Liam, później Harry, Niall, aż w końcu Louis ruszył poślady i zostałam uwolniona. Wstałam i pomogłam w tym Amy, widząc że nie jest zbyt zadowolana ale też lekkie rozbawienie zabłysnęło na jej twarzy kiedy stała już na własnych nogach. Wszyscy staliśmy w kółku przez jakieś dziesięć sekund podczas których uśmiech na naszych twarzach rósł i rósł aż w końcu cała nasza siódemka wybuchnęła śmiechem.


- Ej! W sumie ta ludzka kanapka zapoczątkowała się na mnie! - wyjąkała blondynka pomiędzy salwami śmiechu.
- Ale to ja ją stworzyłam! - odezwałam się, zginając w pół i chwytając za brzuch z rozbawienia.


- Dobra. Może już idźmy na tą plażę, co? - jako pierwszy ogarnął się Liam. Jak zwykle.
- Tak, to jest dobry pomysł - odparł Niall, wychodząc na przód i prowadząc nas jakbyśmy nie znali drogi. Tak, Horan. Szczególnie ja i Amy. Przecież my się tu tylko urodziłyśmy i wychowałyśmy. Nic znaczącego.


Szybko dobiegłam do niego, żartobliwie szturchając w ramię i podśmiewując się pod nosem.
- Horan, ja też znam drogę. Nie wymądrzaj się bo i tak wszyscy wiemy że  jesteś głupi jak but - odparłam, kręcąc głową.
- Ej, Jones! Ty to też najmądrzejsza nie jesteś! - oburzył się blondyn, na co prychnęłam.


- Oczywiście że jestem - odwróciłam wzrok kierując go przed siebie z uśmiechem na twarzy. Centralnie przede mną była piękna plaża wypełniona miękkim piaskiem i bardzo, powtarzam bardzo dużą ilością ludzi. 


Przez chwilę nawet zaczęłam się martwić czy znajdziemy gdzieś jakiekolwiek wolne miejsce. Obróciłam się do tyłu patrząc na  padawanów ukośnik, murzynów taszczących torbę moją i Amy. Fajny widok. Parsknęłam śmiechem, krzyżując ręce na wysokości piersi i podnosząc jedną brew.


- Gdzie się rozkładamy? - spytałam, zerkając na mojego blond przyjaciela pytająco.
- Może tam? - spytał, unosząc rękę i wskazując palcem w nagrzane słońcem, a co najważniejsze puste miejsce blisko wody. Wzruszyłam ramionami zgadzając się z nim i skierowałam swoje kroki właśnie w tamto miejsce.


Nagle zmarszczyłam brwi, bo do mojej jakże dziwnej i powalonej główki podszedł równie dziwny i powalony pomysł. Niebieskooki Tomlison spojrzał na mnie podejrzliwie, na co ja zaczęłam panikować że może coś podejrzewać i wyszczerzyłam do niego ząbki w szerokim uśmiechu. On oczywiście zrobił to samo, zadowolony idąc obok mnie przez resztę drogi. Udało się.


Wiadomo że Harry piękniś, pewny siebie że ja wale Styles będzie się opalać, mówił też że jest zmęczony więc co staje na przeszkodzie żeby go zakopać kiedy już zaśnie? Tak, ale tego nie przymyślałaś Jones. A co jeśli on wcale nie zaśnie? Ugh. Oby jednak. 


Gdy już każdy rozłożył swoje ręczniki, a Niall wyniósł z samochodu przenośną lodówkę, załorzyłam sobie raybany na nos i przeniosłam wzrok na właśnie ściągającego koszulkę Liama. Wow. Prawie upuściłam trzymaną przeze mnie w dłoni butelkę wody. Am wyglądała z resztą podobnie. Szczęka na piasku. Co jak co ale klatę to on ma niezłą. 


- Tylko się nie ośliń Kim - prychnął Tommo, robiąc to samo co Liam. Czy ja właśnie dostałam zawału? Nagle wszyscy ściągnęli koszulki a ja już powoli mdlałam. Czy oni nie mogą mieć jakiegoś sadła tylko jebane kaloryfery? 


- Pierdol się - burknęłam w stronę Lou, na co on znacząco poruszył brwiami w górę i w dół.
- Z tobą zawsze - odpowiedział z ogromnym bananem na ryju, a ja tylko z irytacją przewróciłam oczami. 


Nawet nie zorientowałam się kiedy moja blond przyjaciółka też ściągnęła ciuchy, zostając w samym kostiumie w flagę ameryki.
- To wy się nie oślińcie - warknęłam, gdy zobaczyłam ich błyszczące oczy i spojrzenia głodnych mustangów. Sorry, w ich przypadku głodnych kucyków pony.


Żeby nie zostać jedyną osobą ubraną na tej plaży zdjęłam swój crop top i szorty, ukazując moje nowe, czarne bikini. Teraz to im chyba gały z orbit wyleciały. Ojej, rym. Zaśmiałam się i wystawiłam im środkowy palec. - żyjecie jeszcze patafiany? - spytałam, unosząc brew.


- Taa - mruknął loczek, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Idziemy się kąpać? - spytałam w końcu, przerywając ciszę.
- Ja się najpierw trochę poopalam - odparła Am, kładąc się na ręczniku. Przytaknęłam przechodząc wzrokiem na Hazze.
- Ja też. Jestem trochę zmęczony - mogłam się domyśleć. Wzruszyłam ramionami a wzrok doprowadził mnie do Zayna.


- Ja w sumie też zostanę. Nie lubię wody, nie umiem pływać - westchnęłam, zaczynając się lekko frustrować. Niall?
- Jestem głodny. Idź z kimś innym, ja zaraz do was dołączę - odparł, a ja westchnęłam mrużąc oczy na Liama.
- Chyba też chwilę zostanę - no to pięknie. Podeszłam do Louisa, opierając łokieć o jego ramię, patrząc w jego oczy z nadzieją.


- Idziesz Lou? - przybrałam minę smutnego pieska.
- Jasne - uśmiechnął się promiennie, a ja spostrzegłam że wszyscy patrzą się na nas z niedowierzaniem.
- Co? - mruknęłam, patrząc na nich z pod byka.
- Nie, nic - powiedział czarnowłosy, a ja obróciłam się zmierzając w stronę wody.


- O kurwa - stanęłam nagle w miejscu, łapiąc Tomlinsona za rękę, żeby go zatrzymać. 
- Co? - spytał zdziwiony, podąrzając za moim spanikowanym wzrokiem. - kto to? 


- Mój były



_________________________________________________________________________________



Hahah i co teraz zrobi Kimmie? Może macie jakieś domysły? Powiem wam że Louis będzie zadowolony z takiego obrotu spraw. :D


Mogą być błędy, za co przepraszam :c











czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 11



Hejka!
 Jeżeli jeszcze na mnie nie zagłosowałeś w konkursie na blog listopada to możesz zrobić to teraz ;) nie obrażę się ;)
 głosujemy TUTAJ


+


Uwaga, przygotujcie się na najkrótszy rozdział na świecie.



***



                         * Kim's POV *



- Czemu idziemy do was? - spytałam, mrużąc oczy kiedy stwierdziłam że ciągnie mnie w stronę ich domu.
- Zamknij się i chodź - wywrócił oczami.
- Jeżeli jest tam Tomlinson to ja nie wchodzę - stanęłam nagle w miejscu, sprawiając że blondyn prawie upadł pod wpływem szarpnięcia, na co on fuknął z irytacją.


- Kimmie. Chodź, zignorujesz go
- Czyli jest - warknęłam, przerywając mu i skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej, wyrażając całkowity brak zamiarów poruszenia się z miejsca w przeciągu najbliższego roku.


- Daj spokój - przeciągnął to drugie słowo tak, że aż zachciało mi się rzygać. - olej go - dokończył, patrząc na mnie z politowaniem i błaganiem w jednym, ale ja wcale nie nabiorę się na ten wzrok smutnego pieska. - chodź
- Nope - uniosłam głowę do góry, oglądając swoje paznokcie i udając całkowitą obojętność.


- A jak wykopię Louisa na dwór to wejdziesz? - spytał, na co ja aż podniosłam brew z lekkim rozbawieniem.
- Możliwe - na mojej twarzy pojawił się cwany uśmieszek. Horan to Horan. On jest zdolny do wszystkiego, ale żeby aż tak? 


Westchnął tylko, by zaraz na dłuższą chwilę zniknąć za drzwiami i wrócić uśmiechnięty z nieco mniej zadowolonym Tomlinsonem pod pachą... no może nie dosłownie.


- Możesz mi tylko powiedzieć dlaczego zostałem wyrzucony z własnego domu? -  spytał zdziwiony, wstając z trawnika i trochę się otrzepując. Tak szczerze to nawet nie wiem z czego. Czasem zachowuje się jak baba, okej? Dobra, nie czasem. Zawsze, bo to pedał.


- Bo nikt cię nie lubi, Tomlinson - ryknęłam śmiechem, mierząc go od góry do dołu wzrokiem.
- Przecież ty mnie kochasz - uśmiechnął się z kpiąco.
- Trzymajcie mnie... - przybiłam piątkę z własnym czołem, tracąc wiarę w ludzkość. - kiedy na ciebie patrzę to nagle mam ochotę wysłać smsa o treści 'pomagam'


- Powtórz, bo nie równo się oplułaś - nagle do mnie doskoczył, kiwając głową.
- Czy istniejesz również w wersji z mózgiem?! - warknęłam, a Niall złapał mnie za ramiona i zaczął ciągnąć w stronę wejścia bo już chciałam mu przywalić.


- Ty wcale nie jesteś lepsza! Wyglądasz jak pinokio po inwazji termitów!
- Lepszych tekstów nie znasz?! Ty to jednak masz piaskownicę we łbie! - pisnęłam, szarpiąc się na wszystkie strony bo już byliśmy coraz bliżej i ledwo słyszałam tego zmutowanego paszteta.
- Zgasiłbym cię, ale gówno się nie pali!


- Nie gadaj tyle bo rysujesz podłogę zębami! - już cała czerwona ze złości wykrzyczałam ostatnie słowa zanim Horan zamknął mi drzwi przed nosem.
- Łooo, co to było? - nagle jakby spod ziemi wyłonił się przed nami Liam, podśmiewując się pod nosem.
- To nie jest śmieszne! - ryknęłam, łapiąc za jakiś ręcznik leżący na szafce w przedpokoju i uderzając nim z całej siły prosto w niego.  
- No dobra! Nie bij! - zaczął machać mi rękami przed nosem, odskakując na metr. 


- Ughh... - skrzyżowałam ręce na piersiach i poszłam przed siebie w pierwsze lepsze drzwi, tym sposobem lądując w salonie.. Ah, sorka. Wysypisku śmieci które chłopaki nazywają salonem. Nigdy tu nie byłam, więc nie wiem gdzie co jest ale gdybym wiedziała to wywaliłabym stąd wszystkich i zaczęła sprzątać.


W całym pokoju śmierdziało potem, zgniłymi skarpetami, męskim dezodorantem i chuj wie jeszcze czym. Aż mi się słabo zrobiło. Na kanapie rozwalony leżał Harry z pilotem w ręce co chwila przerzucający kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Czym w jego przypadku jest konkurs na miss mokrego podkoszulka albo coś w tym stylu.


- Co to kurwa jest?! - jęknęłam, z obrzydzeniem oglądając wszystko dookoła. 
- Ooo Kimmie! Cześć moja kochana sąsiadko! - Loczek nagle zerwał się z miejsca i podbiegł do mnie, ściskając w szczelnym uścisku.
- Odwal się! Śmierdzisz! - Odepchnęłam go, kręcąc głową z niezadowoleniem na co on przysunął do nosa rękaw koszulki, wzruszając ramionami.


- Jestem po treningu, zaraz wezmę prysznic - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, przyglądając mi się uważnie.
- Gdzie Zayn? - spytałam, unosząc pytająco brew. 
- Twój chłopak? Nie wiem, chyba na górze - kiwnął głową w stronę schodów prawdopodobnie prowadzących na piętro, po czym wrócił na swoje poprzednie miejsce podczas gdy we mnie aż się gotowało.


- To nie jest mój chłopak ciołku! - wrzasnęłam wkurzona i zirytowana w tym samym czasie, wywracając oczami.
- Kto? - usłyszałam za sobą głos rozbawionego Nialla.
- Nie ważne - bąknęłam niczym naburmuszone dziecko, opierając się o ścianę za mną.


- Zluzuj majty Jones - powiedział, podnosząc ręce w geście obronnym. - No i chodź - złapał mnie za rękę znowu ciągnąc w stronę wyjścia z domu.
- Gdzie? Dopiero weszliśmy - spytałam zaskoczona.
- Na chwilę do twojego domu - odparł szybko, zaraz przenosząc wzrok na Liama, którego mijaliśmy w przedpokoju. - Zwołaj wszystkich. Zaraz będziemy z powrotem - Uniosłam na niego pytająco brew, nie rozumumiejąc o co chodzi. - Ah, no i skoczymy jeszcze po Amy. Może nie jest już zajęta


Ja zrobiłam tylko minę typu wtf i zaczęłam się śmać nie wiadomo z czego.
- Mogę wiedzieć o co tu chodzi? Po co idziemy znowu do mnie? Ledwo weszłam do waszego domu - zerknął na mnie kątem oka, otwierając drzwi wejściowe i wlokąc mnie za sobą po schodach prawdopodobnie zmierzając do mojego pokoju. 


Zaśmiał się na moje słowa i splótł nasze palce ze sobą co trochę zbiło mnie z tropu.
- Jak to po co? Musisz mieć kostium bo idziemy na plażę.



_________________________________________________________________________________







Wiem że ten rozdział jest masakrycznie krótki ;c przepraszam ;*



Kochaam <33



piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 10




                          * Kim's POV * 



Po tej całej przygodzie z lasem nasze relacje z sąsiadami trochę się poprawiły. A nawet bardzo. Dalej nie znoszę Tomlinsona a najlepsze kontakty mam chyba z Niallem. Ten chłopak nie przestaje się uśmiechać i zawsze kiedy jestem przybita albo mam po prostu zły dzień, on mnie rozśmiesza. 


Można nawet powiedzieć że jesteśmy przyjaciółmi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem natomiast jak on to odbiera. Tak czy inaczej uwielbiam Nialla a resztę bandy idiotów da się znieść. Zaraz po blondasku jest Zayn. Lubię jego tatuaże i się jako tako dogadujemy. Nie to co Louis Piepszony Tomlinson, który chyba dalej myśli że go lubię. Jest po prostu denerwujący i irytuje mnie na każdym kroku. Harry to po prostu chłopak z małpą na głowie. Tak, zapamiętałam jego imię. Cud nad cudami. Jest jeszcze oczywiście Liam. Ułożony i rozsądny. On też jest w sumie spoko.


- Kims! - usłyszałam wesoły głos, który rozpoznałabym wszędzie. Obejrzałam się do tyłu, przerywając wywieszanie prania na sznurek; musiałam to robić, ponieważ mama mnie o to prosiła. Jej wyjazd trochę się przedłużył. Zostawiła mnie samą w domu na jakieś półtora tygodnia. Z jednej strony to dobrze a z drugiej nie do końca.


- Cześć cioto - odparłam z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy patrząc jak blondyn przechodzi przez ulicę, a potem już patataja jak koń w moją stronę. Wie że zawsze mnie to śmieszy. Podbiegł bliżej pochylając się, łapiąc mnie pod kolanami i przerzucając sobie przez ramię. - Ej! Zaraz puszczę pawia! - wrzasnęłam mocno trzymając jego koszulkę z tyłu gdy zaczął kręcić się w kółko.


- Trudno
- Na twoją ulubioną bluzkę - dokończyłam śmiejąc się na pół miasta a on postawił mnie z powrotem na ziemi udając przerażenie. - Blondiii - powiedziałam przeciągając słodko ostatnią literę i owinęłam ręce wokół jego talii wtulając policzek w klatkę piersiową chłopaka, na co on oparł brodę o moją głowę obejmując ramionami.


- Tęskniłaś za mną? Widzieliśmy się wczoraj - ryknął śmiechem.
- Tak, Masz z tym jakiś problem? - oderwałam się od niego udając gangstera i wymachując rękami ma wszystkie strony.
- No może mam, a co? Fikasz? - próbował robić to co ja ale za bardzo mu to nie wychodziło. Z tą słodką mordą to do innej branży.
- No - powiedziałam ostatni raz głosem dresa, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.


- Co robisz? - zmienił temat, przenosząc wzrok na mokre szorty które kilka sekund temu wzięłam do rąk. Zabrałam z koszyczka dwie spinki do prania i przypiełam je z obu stron spodenek, zerkając na blondaska.
- Pranie wieszam. Nie widać? - pokręciłam głową, zabierając kolejną rzecz.
- Pomóc ci? - spytał grzecznie przyglądając mi się uważnie.


- Nie, dzięki. Już kończę a poza tym, chyba nie chcesz dotykać majtek mojej mamy - powiedziałam chichocząc pod nosem na co on zrobił obrzydzoną minę szepcząc pod nosem 'dobra, nie.' 
Podczas wieszania jednych z ostatnich rzeczy zauważyłam, że Niall usiadł na naszej chuśtawce ogrodowej i zaczął się na niej bujać. Pomijając fakt, że prawie ją rozwalił odpychając się za wysoko. Z trudem powstrzymywałam śmiech.


- Gdzie masz Amy? - spytał w końcu, gdy podniosłam z ziemi pustą miskę i zaczęłam iść w stronę drzwi wejściowych mojego domu. 
- Pojechała z rodzicami na zakupy spożywcze. Nie ma jej już jakieś dwie godziny, więc niedługo powinna być - chłopak dogonił mnie słuchając uważnie tego co mówię.
- Jestem głodny - nie zaskoczył mnie tymi dwoma słowami. On zawsze jest głodny. Bardziej dziwi mnie to, że nawet teraz nie ma w łapach niczego do jedzenia. 







                                ~*~



Pięć kanapek Nialla i mojej jednej później, siedzieliśmy na kanapie w salonie grając w fifę. Akurat w momencie gdy zaczęłam skakać po całym pokoju i wrzeszczeć że wygrałam, usłyszeliśmy szybkie pukanie a potem otwieranie się drzwi.
- To ja! - usłyszałam radosny głos mojej przyjaciółki chwilę potem widząc ją w progu salonu. - siema Niall - bąknęła rzucając w niego jakimiś czipsami paprykowymi.


- To dla mnie?! Dzięki, kocham cię - odparł chłopak otwierając foliową paczkę.
- Ej! Pohamuj się z tymi wyznaniami. Będę zazdrosna - warknęłam próbując utrzymać poważny wyraz twarzy. Ale... no cóż, nie wyszło.
- Jejku, ciebie też kocham, Jones - zachichotał, kopiąc mnie w udo.
- Za co to? - spytałam marszcząc brwi.
- Za to że wygrałaś ze mną mecz - powiedział kiwając głową w stronę telewizora, na co ja uśmiechnęłam się szeroko.


- Kim! Kupiłam sobie chyba zapas Zdzisławków na cały rok... - zaczęła, ale oczywiście nie dałam jej skończyć.
- Który zjesz zapewne w tydzień - odparłam zgodnie z prawdą patrząc to na nią to na Nialla - Jezu! Właśnie wyobraziłam sobie jaką bylibyście idealną parą! - krzyknęłam, a moje oczy zaczęły się błyszczeć. Oczywiście. Przecież oni są tacy sami! Wpierdalają tony jedzenia i nie tyją, cały czas się śmieją, wymyślają głupie pomysły. Oboje są blondi... para idealna!


Zaraz po tym jak wypowiedziałam to zdanie oni popatrzyli się na siebie po chwili wybuchając głośnym śmiechem.
- Powaliło cię Kimmie! - ryknęła Am dławiąc się śmiechem - Chyba wy! - Niall już tarzał się polerując mi podłogę swoimi plecami i trzymając się za brzuch.
- No weźcie. Ja mówię poważnie - westchnęłam zawiedziona, wyrzucając ręce w powietrze.
- Ja też - powiedziała Amy, powoli się ogarniając i siadając obok mnie. 
- Powaliło cię? - wykrzywiłam twarz w bardzo dziwnym grymasie, z obrzydzeniem patrząc na Horana - Że tak z własnym bratem? - bąknęłam na co ona przewróciła tylko oczami.
- Zapomnij, Jones. 


- Awww... uważasz mnie za brata? - jęknął ucieszony blondyn zgniatając mnie w mocnym uścisku.
- Pewnie śmierdzielu ale teraz mnie puść bo widzę że zgniatanie ludzkich kości to twoja specjalność - wydusiłam odpychając go jak najdalej.
- Widzisz jak się kochacie? Shippuję was.


- Że co kurwa robisz? - Niall zmarszczył brwi nie rozumiejąc.
- Shippuję - wzruszyła obojętnie ramionami na co on wydawał się być jeszcze bardziej skonsternowany.
- Co? - pokręcił głową.
- Boże Horan. Na jakim ty świecie żyjesz? - moja przyjaciółka przybiła piątkę z własnym czołem wydając z siebie jęk bezradności jakby nic już nie pomogło temu człowiekowi. - Shippowanie to takie coś... Z resztą, nie będę ci teraz tego tłumaczyć dziecko. Sprawdź w internecie - westchnęła  z irytacją.
- Okej? Nie zapominaj że jesteś ode mnie młodsza o cztery lata 'dziecko' - parsknął śmiechem robiąc cudzysłów w powietrzu.


- Ah, no tak. Jesteś za stary żeby wiedzieć co to znaczy - bąknęła blondynka wstając z miękkiego mebla i otrzepując się z niewidzialnego pyłku. - Ja już będę się zbierać. Obiecałam mamie że pomogę jej robić obiad. Cześć kaszaloty - zaśmiała się burząc nam fryzury i uciekając przez drzwi wejściowe.  


- Co to znaczy? To 'shippuję'? - blondyn zadał mi pytanie od razu po tym jak Amy wyszła podczas układania włosów. 
- Yyy... jakby ci to powiedzieć - podrapałam się po karku mrużąc oczy i przeczesując moje splątane kłaki dłonią. -  No, ten - zaczęłam się jąkać, na co on popatrzył na mnie pół rozbawionym, pół zdekoncentrowanym wzrokiem.
- No mów. To coś głupiego?
- Nie wiem czy głupiego ale na pewno nie pasującego do nas - przeklnęłam w myślach biegając wzrokiem po białej ścianie za głową Nialla.


- Aha? - ten pytający wzrok utwierdził mnie w przekonaniu że dalej nie wie o co chodzi.
- Może faktycznie lepiej będzie kiedy sprawdzisz to na necie - wzruszyłam ramionami, uciekając od niezręcznej sytuacji. - No to jak? Gramy dalej? - spytałam z uśmiechem na ustach.
- Wiesz co? Już mi się odechciało - odpowiedział mrużąc oczy w lekkim zamyśleniu.
- Co ty knujesz Horan? - zaśmiałam się kiedy na jego ustach rozciągnął się chytry uśmieszek.
- Zobaczysz Jones.



___________________________________________________________________________________







I jak wam się podoba? ^^ Wiem że ten rozdział jest trochę nudny, wyjątkowo mało się w nim dzieje ale jest przepełniony informacjami tak, żebyście wiedzieli o co chodzi. 


Jak myślicie? Co Niall kombinuje? ;D

...

Kocham was misiaki <3

Komentujcie ;*

 








poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział 9 Część II




Żeby zapomnieć o tym, że poszło się z kimś jeszcze, w dodatku do lasu to trzeba mieć nieźle narąbane w mózgu. Ale czego można się spodziewać po ludziach którzy nawet tego narządu nie posiadają? No właśnie. Teraz muszę ich szukać. Patafiany jedne. 


- Czekaj. - Powiedział w pewnym momencie Zayn, gwałtownie się zatrzymując. - Słyszałaś?
- Ale co? - Spytałam zdezorientowana. 
- No to. - Fuknął, a ja zaczęłam przysłuchiwać się dokładniej. Rzeczywiście, coś zaczęło zgrzytać, a ja o mało nie posrałam się w gacie. 


- Jezu! - Pisnęłam przerażona, gdy nagle coś przebiegło centralnie przed moim nosem. Momentalnie odwróciłam się w przeciwną stronę i zaczęłam biec przed siebie ile sił w nogach. Moje serce biło sto razy szybciej niż powinno i aż zrobiło mi się gorąco. Nawet nie zauważyłam kiedy zgubiłam telefon z latarką. 


Prawdopodobnie wypadł mi z ręki, ale zorientowałam się dopiero gdy stwierdziłam że znowu nic nie widzę. Zwolniłam trochę tempo i obejrzałam się za siebie, co było całkowicie bezsensownym pomysłem bo i tak gówno widziałam. Poczułam że na coś wpadam. Aż mnie odrzuciło. Proszę, tylko nie wilkołak. Proszę.


- Tu jesteś! - Usłyszałam dobrze mi znany głos Amy. Jejku, wreszcie. Już myślałam że jej nie znajdę i tu umrę.
- Szukaliśmy cię! Gdzie reszta? - Tomlinson? Okej.
- Też chciałabym to wiedzieć tumanie. - Bąknęłam, przewracając oczami.


- Dobra, Kim daruj sobie te odzywki. To na prawdę nie jest miejsce ani pora. - Bąknęła Am, podchodząc bliżej i obejmując mnie ramieniem. - Byłaś sama? Nie masz jakiejś latarki, albo coś?
- No właśnie miałam, ale coś przebiegło mi przed twarzą i spanikowałam, pewnie wyrzucając ten telefon gdzieś w krzaki. - Westchnęłam. - Był ze mną Zayn i chyba mi się zgubił.


- Mówisz że ci wypadł kiedy zaczęłaś uciekać? Musimy tam wrócić. - Powiedział poważnie Louis.
- Chyba cię powaliło. - Warknęłam ze strachem wypisanym na twarzy. - Ja tam nie wrócę.
- Zayn! - Wrzasnęła Amy, niestety z marnym skutkiem. Zmarszczyłam ze skupieniem brwi, próbując coś wymyślić, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. 


- Chyba zostaje nam tylko to. Wrzeszczenie imion reszty z nadzieją że nas usłyszą. - Wiem że nie wierzę nawet w to co mówię, ale warto próbować.
- Ten las jest ogromny, Jones. Mogą być nawet na drugim końcu. - Westchnął Tomlinson.
- No dobra! To wymyśl coś lepszego panie wszystko wiedzący Tomlinson! - Wrzasnęłam z oburzeniem, wyrzucając ręce w powietrze na znak bezsilności.


Między nami zapadła cisza, a ja fuknęłam z frustracją. No to super. Chyba już wolałam towarzystwo Zayna, mimo tego że jest teraz ze mną Amy.
- Boję się Kimmie. - Usłyszałam łamiący się głos mojej przyjaciółki, na co objęłam ją ramionami, szepcząc że wszystko będzie dobrze.


- Niedługo znajdziemy resztę i wrócimy do domu. - Westchnęłam, opiekuńczo gładząc ją dłońmi po plecach. - Tylko nie płacz. 
- Masz rację. Musimy znaleźć resztę. Chodźcie. - Bąknęła, odrywając się ode mnie i niepewnie idąc w nieznany mi kierunek.


Louis widząc jak bardzo Am jest przerażona, bez zastanowienia wyszedł na przód, chociaż on też trząsł się ze strachu. Doceniam, Tomlinson. Zarzuciłam rękę na ramiona mojej przyjaciółki i powoli zaczęłam stawiać kroki w nieznaną mi stronę.


                               ~*~ 


Nie wiem nawet ile szliśmy, ale na pewno bardzo długo. Nogi zaczęły mnie już boleć, a po sąsiadach ani śladu. Najgorsze jest to, że niezależnie od tego w którą stronę spojrzałam, widziałam tylko ciemność i dzięki świecącemu teraz wyjątkowo jasno księżycowi zarysy drzew. Nie sądziłam że kiedykolwiek to powiem, ale chcę żeby chłopaki byli teraz z nami.


W pewnym momencie stanęłam w miejscu, tym samym szarpiąc Amy za rękę, żeby też się zatrzymała i ze zrezygnowaniem opadłam na trawę, oplatając nogi ramionami.
- To nie ma sensu. - Bąknęłam, wzdychając ciężko i modląc się, żeby zrobiło się już jasno. Byłam śmiertelnie przerażona, a każdy najcichszy szelest wywoływał u mnie coś blisko zawału. Z mojej powieki wydostała się jedna, samotna kropla, po chwili zamieniając się w wodospad łez.


- Kimmie. Ty płaczesz? - Spytała przyjaciółka, kucając i biorąc moją twarz w swoje dłonie. - Znajdziemy ich. Nie płacz bo ja też zacznę. - Powiedziała, a jej głos załamał się przy ostatnim słowie. Pokręciłam głową, pociągając nosem i przetarłam policzki rękawami bluzy, wstając na równe nogi. 


- Louis? - Zmarszczyłam brwi, nie widząc w pobliżu zarysu męskiej sylwetki. Wiem że to pedał, ale bez przesady.
- Louis. - Warknęła ze strachem w głosie Amy, gwałtownie podrywając się z ziemi. Otworzyłam szeroko oczy, nie słysząc głosu pasiastego, ani nie czując jego charakterystycznego smrodu.
- Tomlinson, do cholery jasnej! - Wrzasnęłam, a echo rozniosło się po lesie.


- Co? - Usłyszałyśmy ten okropny głos, który teraz tak bardzo chciałyśmy usłyszeć i westchnęłyśmy z ulgą.
- Ty patafianie! Gdzie ty polazłeś?! My prawie umarłyśmy z przerażenia! - Zaczęła blondynka, idąc w stronę oddalonego o jakieś teraz już dwadzieścia metrów Tomlinsona.
- Byłem tylko się odlać, ale widzę że się stęskniłyście. - Odparł, będąc już na wyciągnięcie ręki.
- Idiota. - Fuknęłam z frustracją, uderzając go z całej siły w ramię.


Odwróciłam się do nich plecami, przeklinając pod nosem i zobaczyłam małe światło w oddali, które aż mnie raziło. Nic dziwnego. Przecież już dawno nie widziałam światła. Zmrużyłam oczy, widząc zarysy czterech sylwetek i w jednym momencie przepełniła mnie niesamowita radość.


- Chłopaki! - Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam, a na moich ustach rozciągnął się szeroki uśmiech. Zaraz po tym zaczęłam biec w tamtą stronę.
- Ej! Patrzcie, to Kim! - Wrzasnął blondyn gdy byłam wystarczająco blisko, a ja z rozpędu uderzyłam w jego klatkę piersiową, przytulając się do niego. Sama nie byłam świadoma swoich czynów, ale po prostu cieszyłam się że w końcu się znaleźli.


Gdy już oderwałam się od Nialla, ten popatrzył na mnie zszokowany. Po chwili jednak zaskoczenie zastąpiła radość i szczery uśmiech.
- Czyli jednak mnie lubisz, Jones. - Odparł uradowany, dumnie podnosząc głowę do góry.
- Cicho, Horan. - Przewróciłam oczami, przenosząc wzrok na Am i Louisa zmierzających już w naszą stronę.


- Wreszcie was znaleźliśmy! - Ucieszył się Liam, świecąc latarką prosto w moje oczy.
- Zayn, znalazłeś swój telefon? - Spytałam, będąc lekko zażenowana swoim zachowaniem.
- Tak, znalazłem. Nie był daleko, a poza tym świecił na kilometr. - Zaśmiał się, wymachując mi przed nosem czarnym urządzeniem marki apple.


- Co to w ogóle było? - Zmrużyłam oczy, aż się wzdrygając na samo wspomnienie stworzenia przebiegającego mi przed twarzą.
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Nie przyglądałem się za bardzo, ale chyba jakaś sarna. - No cóż. To w dalszym ciągu dzikie zwierze.


- Wie ktoś z was jak stąd wyjść? Która jest w ogóle godzina? - Odezwała się Am, wymachując rękami na wszystkie strony.
- Jest dokładnie... trzecia dziewięć. - Odpowiedział jej częściowo Zayn, spoglądając na ekran telefonu.
- Pewnie że wiem jak się stąd wydostać. Szukaliśmy tylko was. - Powiedział pewnie Liam, kiwając głową w lewo, na znak żebyśmy szli za nim.
- Serio? - Otworzyłam szeroko oczy, ciesząc się niezmiernie.
- Serio. 


Słuchając uważnie Liama i idąc za nim krok w krok, wreszcie dotarliśmy do mojego domu. Co prawda zmarznięci i przerażeni, ale co najważniejsze żywi. Równo o wpół do czwartej siedzieliśmy w salonie, okryci kocami, które dałam każdemu... Tak, znajcie moją dobroć. No i oczywiście popijając gorącą herbatę, aby chociaż trochę się ogrzać.


- Na noc? Mało już jej zostało, ale możemy być z wami dopóki nie zrobi się jasno. - Odparł Harry, otulając się szczelnie miękkim materiałem w kotki.
- Okej. - Przytaknęłyśmy zgodnie razem z Amy.


Ten dzień... a raczej noc na pewno zapamiętamy na bardzo długo. 


No cóż. 


Przynajmniej będziemy mieli co opowiadać swoim wnukom.



_________________________________________________________________________________



Jejku. 


Bardzo, bardzo, bardzo was przepraszam za tak wielkie opóźnienie, ale nie miałam w ogóle czasu, a poza tym usunął mi się cały gotowy rozdział i musiałam pisać wszystko od nowa, co nie było wcale takie proste. Przepraszam, kocham <3 ^.^



Serdecznie polecam